Jakie są podstawowe potrzeby małych dzieci?

Prof. Lilian G. Katz

Uniwersity of Illinois, Urbana – Champaign, USA

 

Wstęp

Za podstawę niniejszego rozdziału posłużył wykład inauguracyjny wygłoszony na Krajowej Konferencji Australijskiego Stowarzyszenia Nauczycieli Przedszkolnych w Melbourne w Australii w 1976r.

Zastanawiając się, jakie istotne tematy powinnam poruszyć w Melbourne, poprosiłam organizatorkę konferencji o przedstawienie mi kilku propozycji. W odpowiedzi usłyszałam, że mogę wybrać dowolny temat, ale ponieważ na jego omówienie mam tylko dwadzieścia minut, to najlepiej będzie „ograniczyć się do kwestii podstawowych”. Konferencja odbywała się niedługo posesji, w czasie której poprosiłem grupę swoich studentów, by zastanowili się, czego potrzeba najbardziej, aby zapewnić właściwy rozwój dzieci w wieku przedszkolnym. Zadanie wygłoszenia dwudziestominutowego wykładu wydało mi się znakomitą okazją, by samej rozważyć tę kwestię w świetle własnej wiedzy o podstawowych potrzebach małych dzieci. Wiele przemyśleń przedstawionych poniżej zostało szerzej omówionych w innych rozdziałach.

Na zajęciach grupa młodych, pełnych zapału studentów omawiała doświadczenia wyniesione z praktyk pedagogicznych w przedszkolach. Jedna ze studentek nie ukrywała swojego rozczarowania, między innymi zwracając uwagę na fakt, że dyrektor nie pozwolił dzieciom na trzymanie zwierząt w przedszkolu. Słuchałam uważnie jej zarzutów, wypowiadanych tonem słusznego oburzenia, na jaki mogą sobie pozwolić tylko osoby młode i niedoświadczone, po czym spytałam dziewczynę, najłagodniej jak umiałam: „A jakie twoim zdaniem są szanse, że dziecko wyrośnie na sprawnie funkcjonującego dorosłego, jeśli w przedszkolu nie ma zwierząt, z którymi może się bawić?” Innymi słowy: „Powiedz mi proszę, jakie potrzeby małego dziecka uważasz za absolutnie podstawowe”. Wywiązała się ożywiona dyskusja, w czasie której wszyscy analizowaliśmy własne przekonania, by znaleźć odpowiedź na pytanie, czego potrzebuje dziecko do optymalnego rozwoju. Chciałabym teraz przedstawić swoją odpowiedź wraz z sześcioma wzajemnie powiązanymi sugestiami, które mam nadzieję – pomogą Państwu dokonać podobnej analizy własnych przemyśleń.

Wszystkie poniższe sugestie opierają się na założeniu, że cokolwiek jest dobre dla dziecka, jest dobre dla niego tylko we właściwych proporcjach, czyli nawet, jeśli coś jest dobre, większa „dawka” tego czegoś niekoniecznie okaże się lepsza. Nazywam to zasadą optymalnego efektu, a dotyczy ona różnorodnych czynników mających wpływ na środowisko dzieci. Należą do nich: uwaga, serdeczność, motywacja, samodzielność, innowacje, urozmaicanie zajęć itd. Wszystko to jest dobre dla dzieci, ale jedynie w optymalnych proporcjach, częstotliwościach i dawkach. Przyjąwszy przedstawioną tu zasadę, ułożyłam listę wyszczególniającą, czego potrzebuje każde dziecko dla właściwego rozwoju. Oto ona:

 

1.   Poczucie bezpieczeństwa

Małe dziecko potrzebuje głębokiego poczucia bezpieczeństwa, przy czym chodzi tu o bezpieczeństwo emocjonalne, zwykle opisywane jako poczucie komfortu psychicznego, subiektywne poczucie więzi, głębokiego przywiązania do innej osoby lub osób. Doświadczenie owej więzi czy przywiązania – czyli bezpieczeństwa – płynie nie tylko z faktu bycia kochanym, ale także z poczucia, że jest się kochanym, z poczucia, że jest się chcianym, z poczucia, że jest się kimś ważnym – w stopniu optymalnym (a nie maksymalnym). Proszę zwrócić uwagę, że akcent spoczywa tu bardziej na słowie poczucie niż na słowie bycie.

W moim przekonaniu owo poczucie głębokiej więzi odczuwane przez małe dziecko nie wypływa jedynie z ciepła i serdeczności, jakimi obdarzają je rodzice czy opiekunowie. Poczucie więzi jest wynikiem postrzegania przez dziecko, że innych naprawdę obchodzi to, co ono robi bądź, czego nie robi – i to obchodzi do tego stopnia, że biorą je na ręce, pocieszają, złoszczą się na nie, lub nawet krzyczą. Poczucie bezpieczeństwa wyrasta z ufności, że ludzie reagują nie tylko życzliwie, ale także w sposób autentyczny, zaangażowany i szczery.

 

2.   Optymalne poczucie własnej wartości

Dotyczy to wszystkich dzieci, bez względu na to, czy pochodzą z zamożnych czy ubogich środowisk, czy wychowują się w domu czy chodzą do szkoły, czy mają specjalne czy typowe potrzeby – niezależnie od ich wieku, płci, rasy, przynależności etnicznej i narodowości. Każde dziecko powinno mieć odpowiednie – a nie zawyżone – poczucie własnej wartości.

Poczucia własnej wartości nie nabiera się ot tak po prostu w pewnej chwili w dzieciństwie raz na zawsze. Poczucie własnej wartości kształtuje się w odpowiedzi na działania ważnych dla dziecka osób – dorosłych, rodzeństwa i innych dzieci – przez cały okres dorastania. Co ważniejsze, należy przy tym pamiętać, że poczucie własnej wartości nie powstaje w próżni, ale jest wynikiem oceny samego siebie według kryteriów nabytych we wczesnym dzieciństwie. Kryteriów tych dostarczają nam rodzice, najbliższe otoczenie, grupa etniczna, a później także rówieśnicy i szeroko rozumiane społeczeństwo. Kryteria, według których oceniamy stopień aprobaty dla siebie i swoją wartość, oraz te, według których oceniamy swoją atrakcyjność, nie są dla wszystkich rodzin jednakowe. Dla niektórych ważnym kryterium wartościującym jest uroda, dla innych – schludność lub sprawność fizyczna. Pomyślmy przez chwilę, że cech takie jak delikatność, łagodność, rozmowność, pobożność, dobre maniery lub dojrzałość intelektualna mogą stanowić kryteria, według których ocenia się dzieci jako miłe, wartościowe i grzeczne.

Oczywiście, każda rodzina ma prawo, a nawet obowiązek, określać kryteria, według których ocenia, czy poszczególni jej członkowie zasługują na aprobatę i szacunek, ale mało prawdopodobne jest, by wzorce i procesy oceny były formułowane lub stosowane świadomie.

Jako pedagodzy musimy być szczególnie wrażliwi na kryteria samooceny przedszkolaków.. Możemy nie zgadzać się z definicją „grzecznego chłopczyka” czy „grzecznej dziewczynki” obowiązującą w danej rodzinie, ale byłoby bardzo niemądre z naszej strony, gdybyśmy próbowali bagatelizować, podważać czy w inny sposób naruszać kryteria samooceny dziecka. Jednocześnie musimy pomóc mu w przyswojeniu kryteriów obowiązujących w środowisku przedszkolnym, które mają na celu dobro całej grupy naszych podopiecznych. Nie przychodzi mi na myśl żadna sytuacja, w której podważanie szacunku dziecka dla własnej rodziny mogłoby się okazać dla niego korzystne.

 

3.   Poczucie, że warto jest żyć

Każde dziecko musi mieć poczucie, że życie ma sens, daje sporo zadowolenia, jest ciekawe i prawdziwe. Oznacza to, że należy włączyć dzieci w zajęcia oraz w interakcje związane z zajęciami, które będą dla nich autentyczne, sensowne, atrakcyjne i absorbujące. Chodzi mi o to, że w nowoczesnym społeczeństwie w krajach uprzemysłowionych pojawiła się potencjalnie niebezpieczna tendencja – dla małych dzieci tworzy się sztuczne, zmyślone, niepoważne i banalne przeżycia. Proponuję też, byśmy wybierając zajęcia dla grupy nie ulegali pokusie wybierania tych, których jedynym celem jest rozbawienie czy rozweselenie dzieci. Przykładowe kryteria doboru zajęć mogłyby uwzględniać następujące kwestie: (a) czy zajęcia te umożliwiają dzieciom wykorzystanie własnych doświadczeń i odtworzenie własnego otoczenia i (b) czy dzięki nim dorośli będą mogli pomóc dzieciom w zrozumieniu ich własnych doświadczeń.

Odwiedzając przedszkola często zastanawiam się, czy od dawna propagowana postawa serdeczności, życzliwości, akceptacji i miłości nie została przez nas sprowadzona do hasła „bądźmy mili dla dzieci”. Kiedy tak patrzę na sympatycznych i życzliwych dorosłych, zastanawiam się, czy będąc dzieckiem w tym przemiłym otoczeniu nie zadawałbym sobie pytań w rodzaju „wszyscy są tacy mili i sympatyczni, ale czy oni tak naprawdę coś rozumieją?”

W domu, przedszkolu czy szkole dorastającym dzieciom trzeba stworzyć możliwość przeżywania doświadczeń, dzięki którym zaczną postrzegać swoje życie jako prawdziwe, autentyczne, wartościowe i satysfakcjonujące.

 

4.   Pomoc w zrozumieniu dorosłych

Małe dzieci potrzebują pomocy dorosłych, by zrozumieć swe własne doświadczenia. Pewne pojęcia i sposoby rozumienia tych doświadczeń kształtują się jeszcze przed pójściem do przedszkola. Niektóre mogą być błędne lub fałszywe, choć odpowiednie dla danego poziomu rozwojowego. W moim przekonaniu jednym z naszych najważniejszych zadań jest pomóc dzieciom w lepszym, doskonalszym i pełniejszym zrozumieniu ich własnego świata, a w miarę dorastania, zanim zaczną naukę w szkole podstawowej – także pomóc im w zrozumieniu doświadczeń innych ludzi, oddalonych w czasie i przestrzeni. W zasadzie dążenie do coraz lepszego i coraz pełniejszego rozumienia to proces, który powinien trwać całe życie.

Można by w tym miejscu zapytać: a co właściwie dzieci powinny rozumieć? Odpowiedź brzmi: z pewnością innych ludzi – co robią i dlaczego, co odczuwają i jak się czują, a także siebie i inne żywe istoty w swoim otoczeniu – jak one same i inne stworzenia rosną, skąd pochodzą ludzie i rzeczy, jak rzeczy powstają i funkcjonują itd.

Jeśli mamy dzieciom pomóc w lepszym i pełniejszym zrozumieniu ich własnych doświadczeń, musimy najpierw odkryć, jak same dzieci rozumieją swoje doświadczenia. Proces odkrywania, w którym ważną rolę pełnią przygotowane przez nas zajęcia, pozwoli nam podjąć właściwą decyzję dotyczącą dalszych działań i przyszłego planu pracy.

 

5.   Autorytet dorosłych

Małe dzieci potrzebują pomocy dorosłych, którzy akceptują swój autorytet wynikający z większego doświadczenia, wiedzy i mądrości. Oznacza to, że ani rodzice, ani nauczyciele nie powinni wahać się między dwoma skrajnościami: postawą autorytarną i permisywną (Baumrind, 1971). Postawę autorytarną można określić jako egzekwowanie władzy przy braku ciepłych uczuć, zachęty czy wyjaśnienia. Z kolei postawa permisywna to rezygnacja dorosłego z autorytetu i władzy, choć w tym przypadku dzieci mogą otrzymać ciepło, zachętę i wsparcie, jeśli tego potrzebują. W moim przekonaniu, zamiast skrajnej postawy autorytarnej czy permisywnej, dzieci potrzebują autorytetu dorosłych, którzy mają znaczącą władzę nad ich życiem, jednocześnie okazując im ciepło, wsparcie i zachętę oraz jasno wyjaśniając, dlaczego wytyczyli pewne nieprzekraczalne granice. Autorytet oznacza również traktowanie dzieci z szacunkiem – liczenie się z ich poglądami, odczuciami, pragnieniami i pomysłami, nawet jeśli wywołują nasz sprzeciw. Nietrudno szanować kogoś, z kim się zgadzamy. Szanować kogoś, kto ma odmienne poglądy, pragnienia i odczucia, zwłaszcza takie, których nie aprobujemy, to oznaka mądrości rodziców i prawdziwego profesjonalizmu nauczycieli.

 

6.   Dobre wzorce osobowe

Małe dzieci potrzebują optymalnego kontaktu z dorosłymi oraz ze starszymi kolegami, którzy posiadają cechy charakteru, jakie chcielibyśmy w dzieciach rozwinąć. Każdy z nas może sporządzić listę takich cech. Z pewnością okaże się, że są między takimi listami różnice, ale bardzo prawdopodobne jest też, że znajdą się na nich cechy identyczne, jak troska o innych, prawdomówność, uprzejmość, akceptacja dla odmienności, chęć uczenia się itd.

Proponuję, byśmy przyjrzeli się uważnie otoczeniu dzieci i odpowiedzieli na następujące pytania: Jak często nasze dzieci mają kontakt z ludźmi posiadającymi te cechy? Jak często nasze dzieci oglądają ludzi, którzy są zaprzeczeniem tych cech, a jednocześnie przedstawiani są jako osoby szczególnie atrakcyjne?

Sądzę, że dzieci potrzebują tego, by ich otoczenie podjęło działania zabezpieczające najmłodszych przed nadmiernym oglądaniem przemocy i zachowań przestępczych we wczesnych latach życia, kiedy ich charaktery są jeszcze nieukształtowane.

Dzieci potrzebują kontaktu z dorosłymi, którzy nie wahają się jasno określić, jak warto postępować, co warto mieć, co warto wiedzieć i o co warto zabiegać. Na pozór wydaje się to oczywiste, ale w czasach, gdy coraz większego znaczenia nabierają pluralizm, wielokulturowość i zaangażowanie na rzecz lokalnych społeczności, coraz częściej nauczyciele są niepewni własnych przekonań i przyjmują postawę przepraszającą. Moim zdaniem postawa pełna wahania może dawać dziecku niejasne sygnały na temat tego, co warto wiedzieć, jak warto postępować i czego się od niego oczekuje.

Wyraźne określenie własnych wartości nie zagwarantuje nam, że nasze dzieci je zaakceptują, ani że będą się z nami zgadzać. Nie oznacza też, że odrzucamy inne definicje „godnego życia” – przeciwnie, musimy mieć dla nich szacunek. Chodzi mi o to, że jeśli z przekonaniem i odważnie określimy własne wartości, tym samym ukażemy się dzieciom jako osoby myślące i troskliwe, które mają tyle szacunku dla siebie samych, że nie wahają się postępować zgodnie z własnymi przekonaniami i jasno sygnalizują, co uważają za słuszne.

 

Powyższych sześć punktów dotyczy naszej odpowiedzialności za jakość codziennego życia wszystkich naszych dzieci, niezależnie od tego, gdzie dorastają. Musimy dostrzec fakt, że los naszych własnych dzieci, każdego dziecka bez wyjątku jest ściśle i nierozerwalnie spleciony z losem wszystkich dzieci. Jeśli nasze dziecko potrzebować będzie operacji ratującej życie, operację tę wykona czyjeś dziecko. Jeśli nasze dziecko doświadczy przemocy, sprawcą przemocy będzie czyjeś dziecko. Pomyślność naszym dzieciom możemy zapewnić jedynie wówczas, gdy zapewnimy pomyślność wszystkim cudzym dzieciom. Ale troska o cudze dzieci nie wynika jedynie ze względów praktycznych – troska ta jest po prostu słuszna.

 

Artykuł pochodzi z książki „Małe dziecko – znaczenie wczesnej edukacji” pod redakcją Teresy Ogrodzińskiej, Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży, Warszawa 2000

Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Blip
  • Google Buzz
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • RSS
  • PDF
  • Drukuj
  • email
  • Dodaj do ulubionych

Komentarze są zamknięte.