Matematyka na stolnicy

Małgorzata Synowiec -  obdarzony talentem kulinarnym pedagog z wieloletnią praktyką, sołtyska Tkaczewskiej Góry.

 

Przez wiele lat swojej pracy pedagogicznej z dziećmi zauważyłam, że najlepszy kontakt mam z dziećmi, kiedy coś wspólnie robimy. Pomysł podsunęła mi Paulina – dziewczynka upośledzona aczkolwiek rezolutna, kiedy podczas spotkania w szkole powiedziała „ciotka ty pachniesz jabłecznikiem”.Zaczęłam z dziećmi podczas zajęć terapeutycznych piec i gotować. Były to cudowne zajęcia uczące:

  • planowania – czyli co kupić, aby ugotować zupę lub upiec ciasto,
  •  zarządzania czasem – czyli co możemy zrobić podczas naszych 4-godzinnych spotkań,
  • pracy w zespole – co kto robi, kto nam pomaga,
  • odpowiedzialności – kto pilnuje aby nie wykipiała zupa lub nie przypaliło się ciasto,

Zajęcia rozwijały sprawność motoryczną i sprawność rąk – robienie kuleczek (knedle), wałeczków (kopytka), cienkie obieranie ziemniaków, rozbijanie jajka, wyrabianie ciasta i jeszcze wiele, wiele innych działań. Odkrywanie, że do mąki trzeba dolać zimnej wody, że ciasto rośnie, bo są drożdże lub proszek do pieczenia, że jajko jest niezwykle ciekawie zbudowane, że jabłko ma w środku wiele ziarenek a śliwka jedną. Twórczość towarzyszyła nam często podczas dosmaczania posiłków, dekorowania potraw, robienia knedli – polecam takie z uszkami i oczkami, nawet mogą mieć swoje nazwy. Ogromne pole do popisu to lukrowanie ciast, dekorowanie tortu.

Wspomniana na początku matematyka to:

  • większe – mniejsze porcje,
  • jeśli robimy kilka porcji to ilość produktów potrzebnych na jedną porcję trzeba pomnożyć przez odpowiednią liczbę,
  • coś może być dłuższe lub krótsze, cięższe lub lżejsze (np. szklanka mąki i szklanka cukru).

 

Poznajemy czas – godzinę, minutę, sekundę bo jajko gotuje się 5 minut a ciasto piecze się godzinę a dodatkowo upływ czasu należy kontrolować na zegarku.

A po przygotowaniu dania to istna szkoła dyskusji, tolerancji, otwartości, rozmowa przy wspólnym posiłku i wzajemne docenianie siebie. Gdybyście widzieli radość na twarzach dzieci, gdy słyszały – „widziałam jak trudno było Ci rozbić jajko, ale sobie z tym dałaś radę i zrobiłaś sztywną pianę do bezy”. Taką sprawczość, dumę i szczęście na twarzach widać, gdy uda się zrobić coś co na początku było trudne, ale potem poszło. Fascynujące było obserwować jak dzieci dają sobie radę, korzystają z pomocy innych lub innym pomagają. To bogactwo doświadczeń na całe życie, bo wszędzie -  w przedszkolu, szkole, pracy zawodowej czy małżeństwie – raz ja pomagam innym raz otrzymuję pomoc i sztuką jest nie tylko dawanie pomocy, ale i jej przyjmowanie. Bo jak mówi stare chińskie przysłowie „jeśli chcesz stracić przyjaciela to nie daj sobie pomóc”.

Moje dzieciństwo to ciągłe zaglądanie do kuchni, która była fascynującym miejscem bo tam ciągle się coś działo i była mama. Jednak nie mogłam jej pomagać. Wielka szkoda dla mnie i dla niej. MAMY – pozwólcie swoim dzieciom z wami pracować bo może coś się robi wolniej ale za to ciekawiej, przy wspólnej rozmowie i zabawie. A wtedy w szkole i w życiu łatwiej jest z ludźmi i matematyką.

Pysznej zabawy.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Grono.net
  • Gadu-Gadu Live
  • Wykop
  • Twitter
  • Blogger.com
  • Blip
  • Google Buzz
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • RSS
  • PDF
  • Drukuj
  • email
  • Dodaj do ulubionych

Komentarze są zamknięte.